5 kwiecień 2009

Tytuł tego artykułu może wydawać się prostą datą, ale dla mnie taka nie jest. Dokładnie tego dnia(teraz więcej, teraz mniej) Trento wygrało swoją pierwszą Ligę Mistrzów.

Dopo anni in cui di vittorie, szczęśliwie, wielu przybyło, jest to dla mnie naprawdę wyjątkowe wspomnienie. Nigdy nie byłem, wcześniej, w zespole stworzonym do wygrywania, grupa robocza, której zadeklarowanym celem jest dotarcie do końca i podniesienie trofeum na podium. Było to także moje pierwsze doświadczenie na arenie międzynarodowej. Wydaje się to banalne, ale zorganizowanie prac przygotowawczych do wyścigu równolegle pomiędzy mistrzostwami Włoch i Europy nie było wcale łatwe. Nawet na kilka tygodni przed naszym domowym debiutem przeciwko ACH Volley Bled, ja i menadżer zespołu Riccardo Michieletto, pojechaliśmy do Wiednia, aby obejrzeć mecz MEVZA Cup pomiędzy gospodarzami (są one również zawarte w naszej grupie) a dokładnie formacja Bled…

Na szczęście podróż do Pragi (siedziba Final Four) było całkiem łatwe, i udało nam się zakwalifikować do finałowej czwórki, wygrywając wszystkie mecze. W półfinale spotkaliśmy się z Maceratą (który pokonał nas już na początku sezonu w Superpucharze) i zdecydowanie zwyciężyliśmy, kwalifikując się do finału. Następnego dnia (il 5 Rzeczywiście kwiecień) stanęliśmy twarzą w twarz z Grekami z Iraklis, który niespodziewanie wyeliminował w półfinale Iskrę Odintsovo. Wszystko wydarzyło się przed meczem, a greccy kibice dosłownie podpalili O2 Arena. Aby umożliwić rozpoczęcie wyścigu, musiała interweniować policja. Nie potrafię opisać strachu, jaki czułem w tych chwilach.

Potem rozpoczął się mecz i było już tylko boisko, piłka i dwie drużyny do analizy i nauki, otoczenie było stłumione i nabrało nierealnej atmosfery… aż do dwóch ostatnich asów Kaziyskiego. Od tego momentu nie pamiętam już nic aż do kolacji w hotelu: W kolejnych dniach i tygodniach przeglądałem filmy i zdjęcia, co pozwoliło mi zrekonstruować to, co robiłem w tych momentach bezpośrednio po zakończeniu wyścigu, ale jedyne, co pozostało w mojej głowie, to radość i satysfakcja, jakie poczułem w tej chwili.

Numer zwycięstwa 1, niezatarte zwycięstwo.


Podium po zwycięstwie w pierwszej Lidze Mistrzów
udział